romantic_jerk

“Pozostań nienasycony. Pozostań nierozsądny.”Stewart Brand

Kilka słów po skończonej głodówce
romantic_jerk

Wyszedłem z głodówki i skróciłem ją niestety do jednego tygodnia,bardziej z musu niż z chęci. Nie opisywałem tego dzień po dniu i raczej mam ogólne wrażenie po tym stanie,i wspomnienie poszczególnych dni. Niestety ciemni nie robiłem, bo współlokatorzy zostali w tym czasie co planowałem w domu. Nie porzucam tego jednak i jak będę miał dogodną możliwość,to zamierzam przejść przez to.


Jak się czuję teraz? Cudownie, lekki, pełen pasji i czuję że wiele rzeczy się we mnie zmieniło. Czuję się silniejszy i spokojniejszy wewnętrznie. Czuję że zmiany dopiero nadchodzą i napędzam się w nowych rzeczach,które chcę robić. Moje poczucie męskości wzrosło,czuję się bardziej odpowiedzialny za siebie i łatwiej mi podejmować decyzję. Nie odkładam rzeczy na później,tylko od razu biorę się za to co mam do zrobienia,bez wymówek,że mi się nie chce. Dużo schudłem,ale nie wiem dokładnie ile bo nie mam wagi. Jedynie wizualnie to postrzegam. Pierwszego dnia ogoliłem się na zero,rezygnując bez najmniejszego mrugnięcia okiem z mojej kity na głowie ;)


Jak się czułem wewnętrznie?

Czułem się jakby mi ktoś wyczyścił oczy, miałem przebłyski stanu,który miałem kiedyś - zdarzało mi się wiedzieć o naturze jakiejś rzeczy pozarozumowo, jednocześnie ten stan był mocno wewnętrzny.Były to jednak przebłyski nie ciągły stan.nie miałem ochoty na rozmawianie z ludźmi. Oczywiście czułem się mocno osłabiony,ale po kilku dniach ten stan nie był już mocno uciążliwy. Ogromną radość sprawiały mi spacery, czy siedzenie na ławce na powietrzu,za to ciężki mi się było skupić na rzeczach,które mnie nie dotyczyły fizycznie. Emocje się wyłączyły i nie odczuwałem nic poza jednostajnym stanem skupienia wewnętrznego. Przez 4 dni nie paliłem tytoniu i mocno mnie to absorbowało,a jednocześnie sprawiało przyjemność. Wróciłem jednak do tego na jakiś czas,choć nie zrezygnowałem z uzdrawiania swoich płuc.


Wnioski:


Następnym razem jak będę planował głodówkę,to biorę namiot i wyjeżdżam na ten okres czasu w jakieś odludne miejsce,bo ludzie mnie rozpraszali,a także wszystkie sprawy,które mnie nie dotyczyły,były jakieś abstrakcyjne. Mam teraz większy szacunek do swojego ciała i nie zamierzam go zaśmiecać byle jakim jedzeniem. Na dłuższy czas rezygnuję z mięsa i alkoholu,oraz z tłustych potraw. Zamierzam wprowadzać do swojej diety więcej potraw z warzyw,jak najmniej przetworzonych, rezygnuję z cukru i soli oraz kawy.



Aktualnie zacząłem celibat seksualny i chcę go doświadczyć przynajmniej kilka miesięcy. Nie chcę tłamsić energii seksualnej,ani jej podsycać. Robię to po to,aby kobiety nie rozpraszały mnie,bo proces zmian się jeszcze nie skończył. Więcej o tym następnym razem.


Tymczasem borem lasem ;D

Drugi dzień na owocach
romantic_jerk

Dziś drugi dzień odżywiania się samymi owocami. Czułem spadek energii,a w czasie pracy myślałem głównie o tym co chciałbym zjeść. Z drugiej strony spacer dał mi ogromną energię, miałem poczucie mocy w ciele i poczucia męskości. Praca jest uciążliwa, ale jakoś dam radę jeszcze te trzy dni. Pod koniec dnia czułem świeżość w sobie i głód przestał być uciążliwy. Zjadłem dziś trzy jabłka razem ze skórką Wink

Wchodzenie w głodówkę
romantic_jerk


Wprowadzam się powoli do głodówki. Od dziś nie jem nic poza surowymi owocami i warzywami, a od następnej środy zamykam się na tydzień w domu (choć głodował będę dwa tygodnie) i zaczynam głodówkę,którą chcę połączyć też z elemantami szamańskimi jak przebywanie w całkowitej ciemności przez dwie doby ( na razie "grobu wojownika" nie będę sobie kopał,aby spędzić tam noc,ale spędzę ten czas w łaziencie,z samą wodą tylko i całkowicie odcięty od światła) Oczywiście co z tym się wiąże, odstawiam też całkowicie alkohol i papierosy na ten okres czasu,bo głodówka nie miałaby najmniejszego sensu,zamiarzam odciąć się od znajomych przez ten czas i wprowadzić sobie pełny celibat seksualny. We wtorek miałem doświadczenia z LSD,które dodatkowo zresetowały mioje przyzwyczajenia w związku z postrzeganiem życia,kobiecości i męskości. Był to moment wydobywania z siebie żeńskiej strony siebie i zespalania jej z moją męską,aktywną i bardzo widoczną stroną.

Chcę prowadzić też zapiski z każdego dnia ( oprócz okresu ciemni,który ewentualnie będę nagrywał na dyktafonie i opiszę po prostu po tym okresie). Postaram się dokładnie opisywać co dzieje się z moim ciałem, jak działa mój umysł w tym czasie, co sprawia mi ból i jak zmienia się postrzeganie w miare czasu.

Na ten okres czasu wyłączam telefon,żeby nie mieć informacji z zewnątrz,i wprowadzam milczenie. Nie korzystam z żadnych form komunikacji jak fora,czy komunikatory,oraz portale społecznościowe ( kto będzie się chciał ze mną kontaktować,będzie musiał poczekać ). Nie wiem jeszcze czy będę pisał na bierząco w tym dzienniku rozwoju - jeśli tak,to nie będę odpowiadał na żadne posty,aż do okresu całkowitego wyjścia z okresu głodówki,oraz pełnego przestawienia organizmu na jedzenie ( do mięsa nie wraca,ani do alkoholu przynajmniej na okres miesiąca,ale całkowicie możliwe że zrezygnuję z tego na dłuższy czas. Do papierosów nie wiem czy wrócę,ale też chcę z tego zrezygnować)


Jednocześnie w okresie wakacyjnym chcę udać się na warsztaty szamańskie do Wojciecha Jóźwiaka,bo ostatnio zainspirował mnie szamanizm jako forma poznawania siebie, jako forma inicjacji do męskości której nasza kultura już nie ma. Nie ma płynnego przejścia w męskość,poprzez etap inicjacji na wojownika,czy poprzez nasze rodzime "postrzyżyny" Więcej na ten temat później
 



Kryzys świąteczny
romantic_jerk

                Wszystko się zaciera. Czuję się jakbym był otoczony lepką mazią. Niby wszystkiego doświadczam i życie jest w pełni odczuwalne. Coś mnie jednak tłamsi  wewnętrznie, powoduje destruktywne skłonności, z czego najwidoczniejsze jest to że piję w dużych ilościach – to jednak tak jak zwykle tylko wytłumia ten wewnętrzny ból.

 

                Zawiodłem się na kobietach, które darzyłem uczuciem, zawiodłem się na rodzinie i na sobie. Zamiast stanąć przed lustrem, popatrzyć sobie głęboko w uczy i napluć w swoją lustrzaną twarz, to uciekam przed swoim karzącym wzrokiem. Unikam  siebie nawet zostając sam na sam ze sobą. Przez święta gdy byłem sam w mieszkaniu zamiast zająć się zaległymi sprawami, które nagromadziły mi się przez to że dużo pracuję, uciekałem w wino i filmy łudząc się że to mnie wzbogaci wewnętrznie.

 

                W wielki piątek piłem na umór w Kalamburze z Johnnym. Poznałem ciekawą kobietę z Łotwy, której dałem poznać siebie także od fizycznej strony. Nic mi to jednak nie dało poza przyjemnością, a ona raczej też dziwnie się z tym czuła, bo opuściła mnie rano bez słowa ( skupiłem się jedynie na wyzwoleniu w nas pragnień seksualnych ). Ta noc sprawiła jedynie że wyostrzyła się moja tęsknota do kobiet, które kocham a musiałem je zostawić, lub one mnie zostawiły niczym wyeksploatowany przedmiot, już bez blasku nowości i świeżości. To zostało jednak we mnie o odzywa się ze zdwojoną mocą w momentach gdy jestem słaby, mimo że myślałem że zostawiłem przeszłość zamkniętą. To jest ciemna strona poznawania dużej ilości kobiet i tworzenia z nimi choćby nawet krótkich relacji. Zapominamy jednak o tym, a w swoim czasie przeszłość upomni się o swoje należności ( no chyba że jesteśmy zimnymi skurwysynami bez uczuć ) …

 

                W wielką sobotę po pracy, którą ledwo podźwignąłem na swoich barkach, po tym jak szef pofatygował się po mnie osobiście do domu samochodem, bo zaspałem 2,5 h a ludzie czekali już aż im zrobię pizze ( to że mnie wyrzucił wynika z tego że nie ma nikogo na moje miejsce, a i ma słabość do mnie jako do człowieka, który mimo wielu wad posiada także kilka zalet ;D ). Po pracy dalej piłem, do czasu aż mi się wino skończyło i musiałem się pofatygować do sklepu nocnego; po drodze wstępując pijany, w podartych spodniach i potarganych włosach, których nie czesałem od kilku dni do kościoła, w którym było nabożeństwo, aby choć trochę poczuć klimat świąt w wersji katolickiej a nie pijackiej. Ludzie patrzyli na mnie jak na trędowatego i niewiele się mylili, bo wewnętrznie się tak czułem. Wytrzymałem pół czytania, ze starego testamentu po czym wyszedłem i skierowałem się zataczając do sklepu nocnego po kolejne wino. Przez następne dwa dni już tylko piłem, z przerwami na spotkania z rodziną

 

                Kocham kurwa !!! Lecz bronię się przed bólem, który we mnie jest. Bólem tego, że kobieta którą kocham mnie nie chce. Na początku to ignorowałem, ale zaatakowało mnie to teraz ze zdwojoną siłą. Bronię się przed bólem po stwierdzeniu że jestem nikim ( wiedziałem o tym wcześniej, ale jedynie na racjonalnym poziomie), bólem tego że nic nie mogę jej zaproponować, bólem tego że jestem w psychicznym dołku, który musiał się w końcu pojawić, po okresie wzrastania. Cykl życia zatoczył kolejne koło spirali.

                Nadszedł czas, aby przestać uciekać przed bólem, przed tym czego pragnę w swoim życiu. Wejść w siebie mocno, poczuć to co mnie pali w środku, zaakceptować to kim jestem i uzdrowić. Potrzebuję odcięcia się od świata i ludzi, na tyle, na ile to aktualnie możliwe i uszczelnić wszystkie dziury, przez które wycieka mi energia. Czas pomóc sobie, nie tylko innym. Do zobaczenia wkrótce mój przyjacielu, gdy nic już nie będzie takie, jakie jest TERAZ ;)



Złudzenie posiadania
romantic_jerk
Czy zastanawiałeś sie kiedyś,czego jesteś w życiu pewien? Czy istnieje dla ciebie coś takiego?


Co tak naprawdę posiadasz w swoim życiu?


Co będzie trwać niezmiennie mimo upływającego czasu?

Esencją życia jest ciągły ruch,ciągła zmiana. To co przestaje się zmieniać nie istnieje. Wszystko czego doświadczamy przechodzi przez cykl narodzin, wzrastania, obumierania i śmierci Z tym że śmierć jest jednocześnie końcem jak i początkiem - narodzinami czegoś nowego. Rzeczy idee,ludzie itd znikają z rzeczywistości, aby ustąpić miejsca kolejnym rzeczom, ideom, ludziom.... Wskaż mi jedną rzecz na tym świecie, która jest niezmienna, która nie ewoluuje, nie przemienia się w coś innego.



*Jesteś powiązany z całym wszechświatem


Postrzeganie istnienia w sposób wewnętrzny lub zewnętrzny jest zawsze uproszczeniem. Jest połową całości twojego świata. Gdzie się kończysz ty,a gdzie się zaczyna coś zewnętrznego? To co obserwujesz jest jednocześnie tobą. Bo jest przez ciebie tworzone i nie istnieje dla ciebie, bez ciebie. Nie da się tego rozerwać. To czego dla ciebie nie ma nie dotyczy cię, a co za tym idzie nie istnieje dla ciebie



*Dualizm posiadania


Będąc posiadającym, nierozerwalnie jesteś też posiadanym, ucząc jednocześnie sam się uczysz, pijąc wodę jesteś jednocześnie czynnością picia, oraz wodą właśnie pitą

Wielu mężczyzn żyje w złudzeniu posiadania - kobiet, pieniędzy, domu, idei itd. Czy ty posiadasz,czy jesteś posiadany przez rzeczy które masz,które cię uzależniają od siebie? Zastanów się chwilę


Nic nie jest twoją włąsnością, mimo że masz takie przeświadczenie. Wszystko jest w ciągłym ruchu, w ciągłym procesie zmian. Stałość jest tylko złudzeniem naszego postrzegania.

Zastanawiałeś się kiedyś jak posiąść żywioł, jak przywłaszczyć sobie prawa do niego? Jak zniewolić/posiąść ogień, wodę, wiatr ? Wydaje się to mocno absurdalne nieprawdaż ?

Jak zatem możesz się łudzić posiadaniem, zniewoleniem, zdobyciem, przywłaszczeniem sobie i dla siebie "żywiołu" jakim jest kobieta? Jak możesz starać się okiełznać jej pierwotną dzikość, jej "lotną" naturę? Wielu mężczyzn wchodząc w związek ma przeświadczenie, że "tak już będzie" i to się nie zmieni. Nic bardziej mylnego. Związek jak wszystko inne na tym świecie ma swój początek, wzrost, obumieranie i koniec. Nic się nie da na to poradzić.Możesz jedynie się temu poddać, odrzucić swoją męską chęć posiadania, nauczyć się współdziałać z "żywiołem", podsycać go swoją męską energią. Sprawić abyś był jego paliwem, katalizatorem, ale nie przywłaszczać sobie za to zasług. Poprzez swoją męskość możesz rozwijać jej kobiecość, możesz tworzyć i niszczyć jednocześnie to co nietrwałe. Nigdy jednak nie zapanujesz nad tym, nie będziesz w stanie kontrolować tego żywiołu.


Owszem możesz mieć wrażenie kontroli, możesz zdominować kobietę, jej pragnienia, zdusić ją w niej samej. Kobiecości w niej jednak nie stłumisz,nie posiądziesz jej kobiecej duszy. Może ci się oddawać seksualnie,ale będzie to albo ze strachu,albo z litości nad tobą i twoją miernością. Nic nie jest w stanie zniszczyć jej kobiecości w niej,a jedynie przytłumić,ztłamsić. Nigdy przy tobie jednak nie rozkwitnie,bo nie będzie miała odpowiedniej gleby i przestrzeni,aby uwolnić w sobie swoją kobiecą esencję.

Pamiętaj że związek jest procesem obustronnym. Oboje wzrastacie uzupełniając się nawzajem,oboje uczycie się od siebie i pozwalacie sobie rozkwitać.


Twoja relacja podlega ciągłym zmianom, ciągłej metamorfozie, ciągłemu rodzeniu się i umieraniu, wzrastaniu i obumieraniu.


Od kilku lat mam przeświadczenie, że związki trwają do momentu, gdy obie strony mogą i mają czego się od siebie uczyć, uzupełniać się nawzajem. Może żyjąc w harmonii i pozwalając rozwijać się sobie nawzajem i pielęgnować waszą relację niczym kruchą i delikatną istotę dożyjecie razem późnej starości. Jeśli tak się stanie podziękujcie sobie za ten wspaniały dar jaki sobie dawaliście latami, za te miłe i za te bolesne chwile, za wspólne wzrastanie i wspólne obumieranie


Jeśli jednak jesteś w momencie gdy twoja ścieżka życia i ścieżka życia kobiety, z którą razem kroczyłeś ulega rozwidleniu - uśmiechnij się również mimo bólu rozstania. Podziękuj jej ,za te chwilę w których razem trwaliście. Ciesz się tym że będzie dalej wzrastać, a ty dostałeś dar uczestnictwa w jej kobiecości. Nawet jeśli nie możesz fizycznie jej podziękować, zrób to w myślach. Za ten żywioł, którym cię uraczyła, za te wszystkie chwile spędzone wspólnie.

Uśmiechnij się do siebie i ciesz się tym że żyjesz, robiąc miejsce na nowe. Zycie również odwdzięczy ci się uśmiechem przyjacielu. Życie to twoja najwierniejsza kochanka i traktuj je tak. Ciesz się nią,mimo świadomości że i ona cię kiedyś porzuci.



Pozdrawiam R_J


Koan
romantic_jerk
"Mimo swoich nieskończonych zalet,mam też nieskończoną ilość wad"



Ten koan przyszedł mi dziś do głowy, gdy goliłem się przed lustrem. Dlaczego koan? Bo wykracza poza logikę, zmusza umysł do wyjścia z trybów racjonalności. Nieskończona pozytywność i nieskończona negatywność to nie pozorne zero, choć tak też jest. Wychodzi ze skrajnego egocentryzmu w skrajny pesymizm, a jednocześnie przekracza ten stan rzeczy. Jest jednocześnie prawdziwy, jak i jednocześnie fałszywy; jest na pierwsze wrażenie śmieszny, a w kolejnym momencie staje się głęboki. Jest jednoczesnym paradoksem i zwykłym zlepkiem słów, jak i głęboką pozarozumową wiedzą.

Nie staraj się tego zrozumieć, bo koanów nie można objąć rozumem - bardziej poczuć. Niech kiełkuje w tobie,aż do momentu pojęcia "całym sobą" Słowa są tu nieistotne - są tylko drogą, aby to przekazać. Same w sobie nie mają żadnej wartości

Kilka myśli z poprzedniego tygodnia
romantic_jerk
Po czterech dniach pracy i ciężkim "zapierdolu" na kuchni, wypiciu kilku piw i wejściu do Kalambura (który jest cholernie pusty dzisiejszej nocy, a jest dopiero po północy wtorkowo-środowej) siadłem z następnym piwem przy stoliku. Ktoś przyszedł, wziął klucz do pianina i zaczął grać. Muzykę z głośników wyłączono

Pub powoli dogorywa. Jest 10 osób i dwójka barmanów,większość stolików pusta. Znają mnie tu dobrze i wiedzą że albo piję yerbę i piszę,albo rozmawiam z ludźmi,albo piję piwo z imbirem i też piszę lub zaczepiam ludzi. Nie wpływa na mnie to że nie ma ludzi - czasami jestem socjalnym kameleonem i w każdym środowisku się odnajduję...pod warunkiem oczywiście że mi się chce :d Dziś mi się chce i to wielu rzeczy...

Lubię taki klimat "niczego", takiej "umieralni", bo wbrew pozorom jest najbardziej "intymnie". (Jeśli czytasz to Solek,to koniecznie przed świętami musimy się wybrać do jakiejś kanjpy posiedzieć w takim klimatem,gdzie reszta ludzi już żyje świętami,które mają nastąpić następnego dnia - przypominają mi się stare dzieje i nasza świecka tradycja )jeśli wiesz o co mi chodzi ;)

Obok przy stoliku siedzą dwie ciekawe kobiety i dwóch mężczyzn prowadzących intelektualne rozmowy, mocno już najebani. Jeden reżyser ( czego? Kto to wie,z resztą jakie to ma znaczenie),a drugi który popisuje się przed kobietami swoją intelektualnością. Żałosne - być tak najebanym i kreować się na erudytę. Kurwa mać to nawet ja nie mam takiej fantazji. Właśnie spłoszyli jakieś dwie laski próbując im zaimponować. Po drodze wynikła kłótnia z muzykiem jak zawsze o nie wiadomo co,bo coś się intelektualistom nie spodobało...robi się ciekawie ;)

Jest pięknie - typowo po polsku, w najlepszym tego słowa znaczeniu ;). Kiedyś się wstydziłem ( w Anglii),że jestem też polakiem,ale teraz mam to w dupie. Nie jestem polakiem,katolikiem,wyborcą,obywatelem itd. - to tylko etykietki. Jestem sobą - dziś wersja pijanego,napalonego siebie. Już niebawem zostanę jaroszem,a do tego niepijącym. Brzmi to prawie jak jak bluźnierstwo,ale tak będzie.

Jestem cholernie napalony i ciągnie mnie do kobiecego łóżka ( niczym spragnionego i zmęczonego wędrowca do ciepłej knajpy ze smakowitym jedzeniem i przytulnym kominkiem ),ale dziś nic z tego - moja kobita ma wakacje, a "skok w bok" odpada ( choć oczywiście kusi jak diabli), Co nie zmienia faktu,że wewnętrznie stare schematy ciągną mnie do łatwej "zwierzyny",do pubów i klubów,gdzie w klimacie dymu i piwa łatwo o pijane,chętne kobiety. Ochotę spełnię,ale tylko po części - będę spacerował po ostrej klindze nocy...idę do nieba zaznać czarnej rozkoszy zwanej Murphy's. No to po prostu dziś "Harry Potter i Czarna Orgia",jak przeczytałem kiedyś niechcący na jednym z plakatów :D

Zmiany noworoczne
romantic_jerk

Przechodzę na monogamię. Może dziwnie zabrzmią te słowa pisane przeze mnie, ale tak postanowiłem od tygodnia. Wiele osób nie wyobraża sobie mnie jako osoby, która może tworzyć związek, tak samo jak i mnie bez piwa – nie będę ich przekonywał że to możliwe ;)

 

Wiele się zmienia ostatnio w moim życiu i coraz mocniej wcielam w życie moje postanowienia. Nie są to może jakoś bardzo radykalne zmiany, bo dalej „nurt” teraźniejszości powoli niesie mnie do przodu, ale na pewno systematyczne. Można to zobrazować jak płynięcie innym korytem, odnogą rzeki zwanej teraźniejszością.

 

Dwa miesiące temu byłem u końca drogi / okresu menelstwa ( w moim indywidualnym wydaniu), bezpieniądzowości, nieukierunkowania, bezdomności ( w sensie punktu który mógłbym uważać i uważałem za dom), z wizją „nierealnej” ( bo odległej i innej od prawdziwego swojego oblicza ) miłości. Wszystko było takie eteryczne, nienamacalne, niewidoczne, artystyczne, a jednocześnie mocno spontaniczne

 

Te wszystkie przypadkowe kobiety, którym zaspokajałem potrzebę bycia dla kogoś, choć przez mgnienie zwane upojną nocą. Przypadkowe łóżka, przypadkowi ludzie z którymi często piłem tylko dlatego że akceptowali teraźniejszą chwilę i poddawali się jej, tylko dlatego że zaistniała. To było częścią mojej tożsamości, którą nie tyle że odrzuciłem, ale zostawiłem za sobą, bo przestała mnie mnie rozwijać, a zaczęła ograniczać i przytłaczać. Nie oznacza to bynajmniej że nie ma tego już we mnie – gdzieś jest uśpione i czasami daje znać o sobie. Jak to pisał Marcin Świetlicki - „ to takie pośmiertne figle...”. To umarło, ale jeszcze czasem „działa z rozpędu, nie mogąc pogodzić się ze swoim losem.

 

Teraz buduje się moja nowa tożsamość i czasami przez to czuję się wyobcowany, nie mający stabilnej podpory pod nogami. Wiele rzeczy mnie już nie dotyczy. Wiele kobiet mnie już nie dotyczy. Wiele pragnień mnie już nie dotyczy. Nie jestem już PUA, choć czasami jeszcze mam z tym kontakt,ale coraz mniej się z tym identyfikuję, czasami coś jeszcze napiszę. Nie dotyczą mnie już ONS-y, choć czasami poznam jakąś kobietę, spędzę z nią trochę czasu, ale nie idę w intymność i seksualność. Nie dotyczy mnie też brak dochodu, choć zdarza mi się jeszcze być bez grosza ( spłacam przeszłość – długi ). Pojawiają się nowe możliwości, choć są jeszcze zamglone, przesłonięte moim wcześniejszym spojrzeniem na świat, choć już widzę kierunek w którym chcę iść i nie oglądam się za siebie.

 

Ostatnio miałem mówić o kwalifikowaniu. Uświadomiłem sobie że nic nie jestem w stanie doradzić w tej sprawie, bo wszystko jest płynne. Jak mogę doradzić komuś kto jest w innym stanie niż ja,rzeczy które są dla niego dobre, lub niedobre? Jak mogę odbierać mu doświadczanie, przechodzenie poprzez różne życiowe etapy? Wiem że niektóre rzeczy są szkodliwe ( albo raczej wszystko jest szkodliwe jak i pożyteczne. Ten dualizm wszystkiego jest tak ogromny że nie ma sensu o tym rozmawiać ),ale bez nich nie ma wzrostu. Jak doradzić komuś co jest dla niego dobre? Jakim prawem mam ukierunkowywać? Mam coraz większe wrażenie że mamy tak mały wpływ na nasze życie,choć często wydaje nam się że jest wręcz odwrotnie. Do momentu gdy te złudzenia upadają z wielkim hukiem. Życie nas samo niesie i albo dajemy się nieść ( co nie oznacza automatycznie bierności,ale akceptację tego co rzeczywistość nam daje i wchodzenie w pełni w to,według naszego naturalnego filtru bezpieczeństwa w postaci odczuć które mamy w sobie ),albo walczymy z tym nurtem wypalając się i tracąc coraz mocniej naszą życiową energię ( niestety jest to dość powszechne zjawisko we współczesnym świecie). Pewne rzeczy wcześniej czy później doświadczamy na naszej drodze ( ostatnio coraz bardziej się w tym uświadamiam) i wszystko prędzej czy później do nas dotrze i doświadczy nas. To jak mocno i jak głęboko doświadczamy to już nasza indywidualna rzecz oraz od tego jak otwarci jesteśmy na świat. To jest ciągły rozwój niezależnie od tego czy jesteśmy tego świadomi,czy nie ;)


Marcin Świetlicki - Ludzie
romantic_jerk

 


 

Kochają się i są zameldowani.
Wszystkie papiery w zupełnym porządku.
Mają swoje choroby, pomagają sobie
lekarstwami i literaturą.

Oni żyją, a ja
piszę o nich wiersze,
odnajduję kolejne klocki ich historii.
To nie jest zdrada, jeśli ją ujawniam.

Niekochany nie zdradza.
Niekochany chodzi
dzwoniąc w kieszeni
niepotrzebnym kluczem.

Ominęła mnie egzekucja
romantic_jerk

Komornik umorzył mi dług który miałem za jazdę bez biletu powód:

 

"Dłużnik nie figuruje w ewidencji ZUS jako osoba objęta ubezpieczeniem społecznym i zdrowotnym z tytułu zatrudnienia lub prowadzenia działalności gospodarczej, oraz nie pobiera świadczeń od Państwa. Nie ujawniono stałych, uchwytnych źródeł dochodów dłużnika. Rachunków bankowych nie ujawniono. Dłużnik nie figuruje w Centralnej Ewidencji pojazdów i Kierowców jako właściciel pojazdu. Egzekucja z wierzytelności dłużnika okazała się bezskuteczna. Dłużnik pod wskazanym adresem nie odebrał korespondencji, innego miejsca zamieszkania nie ustalono"

Czasami dobrze nie mieć pracy ;)


?

Log in

No account? Create an account