romantic_jerk

“Pozostań nienasycony. Pozostań nierozsądny.”Stewart Brand

Miłość
romantic_jerk
Wieczór zmian. Wieczór w Kalamburze. Dziś jedno piwo, papieros w ustach i radość z kobiecości. Wdech – czuję jak kobiecość mnie otacza, tańczy ze mną, uwodzi, zachęca, daje ciepło, radość, ale i wymaga. Wymaga akceptacji i zrozumienia.

Ogień świec, piwo w szklance, zaciekawione kobiece spojrzenia, pokazują mi kształt tego czym i kim jestem, a raczej niczym wschodnia sztuka malowania martwej natury, pokazują mi wszystko czym nie jestem. Niby paradoks, pusty kształt, który napełniam swoją obecnością, ale poprzez zewnętrzność rozumiem cała swoją formę, którą jestem. Odwieczne pytanie gdzie się kończę ja,a gdzie się zaczyna zewnętrzność?

Miłość mnie wypełnia,choć czasami ją gubię. Miłość bezosobowa, bo nieukierunkowana, a raczej wszechkierunkowa. Jak kula, która łączy w sobie niekończenie wiele promieni, w których zawiera się jej forma, Czyż nie tym jesteśmy? Kulami oddziaływania na zewnętrzność? Długość promienia jest naszym przyzwoleniem, naszą identyfikacją z tym czym jesteśmy, a czym nie.

Po raz kolejny uświadamiam sobie, że granice są tylko linią, którą oddzielamy to co sami ( indywidualnie ) określamy jako naszą ( personalną ) niemożliwość.

Jestem miłością i zbudowany jestem z niej i dla niej. Reszta jest nieistotna, bo albo jest karykaturą tego stanu poprzez przeciwieństwo i odrzucenie tego stanu połączenia z życiem, albo już zawiera się w miłości, więc jest jej częścią – nieodzowną. Jestem świątynią miłości, więc i Boga, który jest niczym więcej jak miłością. Reszta to ludzkie dodatki, upraszczające postrzeganie poprzez nadawanie miłości formy.

Czym jest miłość? Darem, obowiązkiem, powinnością, życiem, kreacją, „Światłością świata”. Religie wprowadzają już ją w system, technikę, a i poprzez to ograniczoność. Jak do tej pory nie słyszałem o religii, która nie mówi o miłości, a co za tym idzie i o szacunku. Wszystkie mówią o tym samym, prowadząc do sedna różnymi drogami :D Słowa są tu zbyteczne.... Miłość :D

Przy barze
romantic_jerk
Siedzenie przy barze, jest jak siedzenie w pierwszej ławce w kościele. „Liturgia”, która się odbywa jest równie intensywna, równie bliska i prawie namacalna. Znika na moment tożsamość, człowiek łączy się z grupą, identyfikując się z otoczeniem. Z tego też pojawia się chwilowa tożsamość, jest i bliskość i dalekość do przestrzeni i drugiej osoby.

Bar jest miejscem, które zawsze mnie wciągało. To wyjęcie z czasu, to bezkresne „nic nie muszenie”, ten akt komunii w procesie spożywania alkoholu, który jednak nie zmienia się za Boską pomocą w krew.

Piwo z imbirem – to połączenie słodkości i gorzkości, to usypianie z ożywianiem.

Znów piję. Tym razem pretekstem jest tęsknota, brak połączenia z kobietą, którą sobie wyidealizowałem, pozbawiając ją cech ludzkich. W czym leży problem? W braku przystosowania się do współczesnego świata? Nic się z tym nie wiąże poza emocjami,poza uczestnictwem i relaksem, który za tym idzie.

Te światła i światłocienie, te bąbelki gazu , które nieustannie wydobywają się z piwa, te popielniczki zapełnione niedopałkami, tworzące za każdym razem inny wzór. Smugi na mosiężnej lampce, po przetarciu mokrą ścierką.

Te wszystkie „szkiełka” kalejdoskopu, tworzące za każdym razem inną teraźniejszość.

Proces kreacji słowem, z którego nie rodzi się życie, które zabiera światu, zamiast oddawać z nawiązką. Ta rozpaczliwa próba chwycenia się kurczowo życia, to wypróżnianie się emocjonalne. Po co pisać, skoro nie zmienia się świata? Bo jest to wewnętrzną terapią i oczyszczaniem duszy z naleciałości dnia.

Po dwóch piwach więcej, czuję większy nieład, choć tęsknota już mnie tak nie rozdziera jak wcześniej. Alkohol wygłusza, odwleka w czasie coś, co i tak nadejdzie. Zauroczyłem się i odczuwam brak źródła tego uczucia. Jestem w tym mocno, a jednocześnie wychodzę poza to. To bycie i niebycie, wzajemne przenikanie się wszechrzeczy.

Mimo tego że nasycam się kobiecością zawartą w tym barze i w tych kobietach, które tu teraz widzę, to nie chcę z tego czerpać fizycznie, ani nie widzę sensu w dawaniu siebie nieznajomym kobietom, tylko dlatego że są. Może ulegnę, ale raczej w to wątpię, bo wiem jakie konotacje to ze sobą niesie. Kończę piwo i papierosa. To zabijanie się przyjemnością. Ostatni łyk, dogaszenie niedopałka i ruszam w noc, oddać się w ramiona snu.

Kalejdoskop
romantic_jerk
Tęsknię za nieokreślonym, tonę w światłach i cieniach nocy. Codziennie zakochuję się na
nowo w świecie i ulotności chwili. Raduję się kobiecością i migawkami dnia. Idąc ulicą tańczę i
śpiewam bezgłośnie ( prawie w myślach ), czując wolność.

Refleksy kalamburowych świec na pustych butelkach po piwie. Blask świateł i dym
układający się miękko na fotografiach przedstawiających kobiece akty. Lekko muska ich nagie
ciała, tuż przed rozwianiem się w bezkresności.

Co jest w tym miejscu, że lgnę tu niczym ćma do światła? Może właśnie ta nieokreśloność i
nieprzewidywalność bieżącej chwili.

Jutro pierwszy dzień pracy, po dwutygodniowym urlopie. Ten dzień wydaje się jednak tak
odległy, choć tak bliski. W ciele głód, w lędźwiach wzrastająca moc, która pcha mnie do działania.

Piękno jest stanem ducha. Dziś to mocno odczuwam, bo wszystko staje się piękne i na
właściwym miejscu. Muzyka w głośnikach wywołuje we mnie dreszcze, a pęcherz przypomina mi
o swoim istnieniu – poczeka jeszcze kilka chwil.

Czyż nie chodzi w tym wszystkim o „ciekawość dziecka”, o odkrywanie z każdą chwilą
świata, w pełnym zachwytu zdumieniu? Czyż świat nie zmienia się z każdym ułamkiem sekundy?

Jesteśmy tak naiwnie pewni powtarzalności zdarzeń, chwil, a w każdym momencie życie
pokazuje nam swoją tajemnicę, do której prowadzi ludzka ciekawość, chęć doświadczania i
otwarcie się swoją wolą na obecność – w miejscu w którym jesteśmy.

Jeszcze do niedawna wierzyłem, że będę wiecznie młody, a świat posłusznie będzie leżał u
moich stóp. Teraz uczę się pokory, wobec bezmiaru życia i jego ciągłych przemian; wobec faktu, że
każdy moment ma swój odpowiedni czas i jeśli się go przegapi, to mija bezpowrotnie.

Misterium życia, liturgia świata, z którym albo współgramy, albo wpadamy w iluzje, które
ulecą niczym ten dym papierosowy, zostawiając jednak swoje piętno.

Jestem niczyj, a przez to pozbawiony dylematów wyboru, dylematów działania, woli i
zaniechania. Jestem światem, bo ze świata pochodzę, mając w sobie potencję wszechrzeczy, w
których być może będę miał swój udział, lub zrezygnuję z nich bezpowrotnie.

Cień jest tylko brakiem światła, a noc brakiem dnia. Tak samo i my jesteśmy albo
obecnością, albo jej brakiem. Kochać się z chwilą, zapładniać każdy moment swoją intensywną
obecnością. Być dla życia, stwarzać się na nowo, niczym obrazy w kalejdoskopie, witraże
codzienności – za każdym razem pełne i żywe, twórcze i płodne. Trwać w wiecznym połączeniu z
kochanką zwaną życiem – wiecznie młodą, witalną i żyzną. Pokochać siebie i świat, bo istnieją
nierozerwalnie.

Spotkanie
romantic_jerk
Słowo
które raduje duszę
Błysk zębów w czerwieni ust
niczym flesz oświecenia
emocje targające ciałem
i uśmiech jako podziękowanie
za to że jestem

Blask twej urody
promieniujący na świat
spojrzenie z ufnością dziecka
otwartymi w zachwycie oczami

Płynę chodnikiem
napełniony twym kobiecym wdziękiem
lekki na duszy i umyśle
wolny i spełniony
w niespełnieniu
Tags:

Okruchy
romantic_jerk
Tags:

Koniec letargu
romantic_jerk
Wychodzę ze snu letniego. Z letargu, który zawładnął moim ciałem i umysłem. Niemoc i apatia, która trzymała mnie tak długo w szachu ustąpiła. Zdałem się na starą grecką mądrość – równomiernego kształtowania ciała i umysłu.

Tak więc dziś postawiłem i na aktywność fizyczną, która pobudziła moje ciało jak i umysł do działania twórczego, jak i na pracę z umysłem, który zespolił te dwa elementy.

Pozwoliłem sobie również na dłuższą abstynencję seksualną, która motywuje mnie do działania. Tak wiem oszukuję, bo moje ciało nie wie, że na razie nie chcę się spełniać w tej materii, tylko wykorzystać siłę, która z tego się bierze do nabrania rozpędu

Jak by nie było jest mi dobrze w tym stanie rzeczy i pojawia się światło zmian. Czuję motywację, by jeszcze mocniej podsycać ten stan ciała i ducha

Dzisiaj radość sprawia mi dodatkowo posiadanie trzeźwego umysłu, szczególnie w momencie gdy siedzę w barze i wszyscy wokół mnie się alkoholizują, a ja dziś nie czuję takiej potrzeby

Przełom ( stan z poprzedniego miesiąca)
romantic_jerk





Żyję. Wychodzę ze stanu upodlenia,
ze stanu gdzie chciałem poczuć ból i złość, tylko dlatego, że
są moje, znane i odczuwalne. Piłem. Piłem za dużo i za często.
Finał był taki, że zgasł we mnie płomień, żądze i chęć do
życia. Nie mówię, że chciałem się zabić ( choć takie
przebłyski też się pojawiały we mnie ), ale to że życie
przestało mnie interesować we wszystkich formach.




Znudziły mnie przyjemności, sztuka,
seks i kobiety. Czułem wręcz gorycz i bezsensowność w tym
wszystkim. Stałem się zombie społecznym płynąc w rynsztoku
mierności




Ostatnie kobiety, które mi zostały ( nie licząc tych z rodziny )
wzgardziły mną, a mi najpierw to było
obojętne, a później zrodziło ból. Zacząłem desperacko szukać
pierwiastka kobiecości i najczęściej kupowałem go w sklepie, w
płynnej postaci zakapslowanej w szklaną butelkę. Ta kobiecość
naturalnie szybko mnie zdradziła ( na dziwki nie było mnie stać ).
Zacząłem obrastać brudem, którym oblepiałem swoje otoczenie.
Mieszkanie obrosło brudnymi rzeczami, naczyniami, resztkami jedzenia
na talerzach, kapslami po piwie i papierami na podłogach, o które
zacząłem się potykać, idąc od czasu do czasu, odlać się do
kibla ( dobrze że jeszcze używałem tego „mebla” ). Rzadko
kiedy się myłem – jedynie gdy szedłem do pracy. Zadziałał
jednak bezpiecznik w moim organizmie i pojawiła się choroba. Coś
co naturalnie pokazuje, że przekraczam granicę. Potem dwa dni w
łóżku, najpierw na kacu, a potem w gorączce. Pojawiło się
jednak światło zmian.




Dziś pierwszy dzień, gdy wyszedłem
z domu w innym celu niż picie. Wyszedłem bez celu i to pozwoliło
mi doświadczać i egzystować. Kupiłem kadzidła, książki i kawę.
Wczułem się w klimat kawiarenek, ulic i nieśpieszenia się do
niczego. To sprawiło, że zacząłem „nieśmiale” odczuwać,
poznawać rzeczy, o których zapomniałem. To wyzwoliło we mnie chęć
tworzenia, pisania i zycia.




Zaraz idę na spotkanie katolickiej
grupy modlitewnej, z jednej strony ciekawy tego co tam mogę znaleźć,
a z drugiej strony nie oczekując nic. Zaczynam wychodzić do świata,
ze swojej ciemnej i zaśmierdłej nory


Otępiony przez alkohol
romantic_jerk

 

                Otępiony przez alkohol, pobudzony przez celibat i nikotynę siedzę na balkonie patrząc na swoją małą hodowlę ziół. A gdyby tak zostać bezdomnym na wakacje. Rzucić pracę, miejsce zamieszkanie i usiąść sobie na chodniku nie musząc nic. Świat jest tak piękny, a ja tracę czas na zarabianie pieniędzy, które później i tak trwonię na pierdoły i używki. Wyjść po zapałki do kiosku i wrócić jak nastanie jesień. Tyle piękna za oknem, które dostrzegam jedynie w przebłyskach codzienności, tyle zapachów, kolorów barw… a ja marnotrawię czas na robienie jedzenia obcym ludziom, lub pisanie artykułów dla prawiczków, którzy nie mają jaj aby samemu stawiać kroki w kontaktach damsko męskich. Cały „ruch” PUA to jeden wielki mit. Techniki jak uwodzić kobiety, gdy tak naprawdę nie wiemy o tym nic. Jak można brać to za „naukowe” podejście, gdy to wszystko jest poezją? Ciągłe przeskakiwanie z luźnych związków na trwalsze relacje i na odwrót. Zamknięte koło, które należy przeciąć. Wysrać z siebie, zalegający w jelitach kał

 

                Kobiety mi się ostatnio narzucają, ja nie mam ani chęci, ani czasu na seks. Po co to komu ? Strata czasu, energii  i chwytanie się złudzeń „spełnienia”. Im mniej mam czegokolwiek tym jestem szczęśliwszy – paradoks normalnie. Brakuje mi kobiet na emocjonalnym poziomie, a z drugiej strony nie chcę robić tego po omacku. Czy dzięki jakiejś kobiecie się spełnię jako JA? Nie. To dopełnienie

 

                Alkohol. Ukochany i znienawidzony. Ta pierdolona substancja, za którą pójdę siedzieć, jeśli będę prowadził pojazd mechaniczny w ciągu następnych trzech lat. Ma w sobie błysk i cień. Jest piękny i obrzydliwy zarazem. Świat staję się prostszy i płytszy po spożyciu. Dziś tylko trzy kiepskie polskie piwa z masowej produkcji i idę spać. A rano znów mnie będzie suszyć



Pisanie dla siebie
romantic_jerk

Siedze* w Kalamburze, probuje pisac. Pol godziny nad pusta kartka, a w glowie pustka. Zmeczone cialo zabralo mi wszystkie mysli, nawet yerba nie potrafi zatrybic, zazebic pisanie. Jedynie co jestem w stanie napisac to stwierdzenia ze nie moge przeskoczyc na abstrakcje jaka jest pisanie o tym co mnie nie dotyczy fizycznie. Cialo zmusza do bycia tu i teraz. Nie ma sensu walczyc, opor jest bezcelowy. Jedyne co moge to zaczac w tym punkcie.

 

To naturalne i zdrowe podejscie do wszechrzeczy, bo walka zawsze oznacza utrate energii, a w konsekwencji przegrana. Tak więc jestem teraz zmuszony do tu i nigdzie więcej.

 

Mialem inne wyobrazenia przed przyjsciem tutaj, mialem pomysly opisania abstrakcji, która wydawala się istotna jeszcze kilka godzin wczesniej, gdy bylem w pracy i fantazjowalem o niebyciu w pracy.

 

Jest we mnie jakieś oczekiwanie, albo na moment, albo na osobe, ale nie potrafie tego sprecyzowac.

 

Mam wrazenie, ze jestem jedyna niepijaca osoba w tym miejscu, ale mozliwe ze po prostu sam siebie niepotrzebnie dowartosciowywuje.

 

Nie ma sensu prowadzenie reportazu z siedzenia w pubie. To rownie bezsensowne jak opowiadanie o seksie, który minal i zostalo jedynie mgliste wspomnienie, a z drugiej strony reka sama pisze wiodac mnie przez następne poziomy tej kartki. Rytm który wyzwolilem nie chce mnie oposcic, choc czuje już ze wygasa. Dopiero głos Morissona w eterze pubu wytracil mnie z tego stanu i kazal zwolnic.

 

Pisalem dla siebie – nie czytajcie tego :)

* Nie dzialaja mi polskie znaki. Poprosze o wybaczenie


Fragment "Siddhartha"
romantic_jerk

Trafiłem dziś na taki fragment,którym chcę się z wami podzielić :

" - Posłuchaj mnie, mój miły, słuchaj mnie dobrze! Grzesznik, taki jak ja i taki jak ty, jest grzesznikiem, ale kiedyś znowu złączy się z brahmanem, osiągnie kiedyś nirwanę, będzie buddą i teraz zobacz: to "kiedyś" jest złudzeniem, jest tylko przenośnią! Naprawdę bowiem nie jest tak, że grzesznik przebywa jakąś drogę, by stać się buddą, nie staję się nim w trakcie rozwoju, choć nasz umysł nie potrafi sobie tego inaczej wyobrazić. Nie grzesznik już teraz dzisiaj przyszły budda, cała jego przyszłość już w nim jest zawarta i w tym grzeszniku, w sobie samym, w każdym człowieku nalezy wielbić przyszłego, możliwego, ukrytego buddę. Świat przyjacielu, nie jest doskonały ani też nie zbliża się powoli do doskonałości, nie: jest doskonały w każdej chwili, wszelki grzech zawiera w sobie już łaskę, każde dziecko nosi w sobie starca, każdy noworodek śmierć, każdy umierający wieczne życie. Nikomu z ludzi nie jest dane ocenić, jak daleko inny zaszedł na swej drodze, w zbóju i hulace czeka już budda, w braminie czeka zbój. Głęboka medytacja pozwala ci znieść czas, widzieć naraz wszelkie życie niegdysiejsze, obecne i przyszłe, i wtedy wszystko jest doskonałe, wszystko jest brahmanem. Dlatego wszystko, co jest, zdaje mi się dobre, śmierć na równi z życiem, grzech na równi ze świętością, roztropność na równi z głupotą, wszystko musi być takie, jakie jest, potrzeba tylko mojej zgody, mojej dobrej woli, mojego przywolenia, a wszystko jest dla mnie dobre, może tylko wesprzeć, nie może mi szkodzić. Na własnym ciele i duszy doświadczyłem, że potrzeba mi było grzechów, potrzebna mi była rozpusta, chciwość, próżność i najstraszniejsze zwątpienie, aby nauczyć się uległości, aby pokochać świat, aby nie porównywać go z jakimś przez siebie wymarzonym, wyobrażonym światem, z wymyślonym jakimś rodzajem doskonałości, tylko zostawić go takim, jakim jest, i kochać go i cieszyć się, że do niego należę...

...-- Oto - mówił bawiąc się - jest kamień, a w jakimś określonym momencie stanie się ziemią, a z ziemi wyrośnie roślina, albo zwierze, albo człowiek. Otóż kiedyś powiedziałbym tak: "Ten Kamień jest tylko kamieniem, nie ma żadnej wartości, nalezy do świata pozorów; ale że w kole przemian może stać się także człowiekiem albo duchem, przywiązuję do niego wagę". Tak może myślałbym kiedyś. Dzisiaj natomiast myślę inaczej. Ten kamień jest kamieniem, jest także zwierzęciem, jest także bogiem, jest także buddą, nie obdarzam go czcią i miłością, dlatego, że kiedyś mógłby stać się tym czy owym, ale dlatego, że jest kamieniem, że dziś, teraz, jawi mi się jako kamień, właśnie dlatego go kocham i widzę sens i wartość w każdej jego żyłce i zaglębieniu, w żółtej i szarej barwie, w twardości, w dźwięku, jaki z siebie wydaje, gdy go ostukuję, w jego suchej albo wilgotnej powierzchni. Niektóre kamienie są w dotyku jak oliwa albo mydło, inne jak listki, jeszcze inne jak piasek, a każdy jest szczególny, każdy na swój sposób wymawia Om, każdy jest cząstką brahmana, ale jednocześnie i zupełnie tak samo jest jest kamieniem, jest gładki jak oliwa albo jak mydło, i właśnie to mi się podoba, właśnie to wydaje mi się cudowne i godne uwielbienia. Ale nie pozwól mi więcej o tym mówić. Słowa wyrządzają krzywdę tajemnemu sensowi, gdy się coś wypowiada na głos, wszystko od razu się zmienia, robi się trochę fałszywe,trochę głupawe - zresztą to też dobre, to też mi się podoba, z tym też się zgodzę, że coś, co dla jednego jest skarbem i mądrością, dla drugiego trąci zawsze głupotą...
"

"Siddhartha" Herman Hesse



?

Log in